Nadsłuchiwałem. Martwa cisza. Nagle dobiegło od podstawy góry niewyraźne echo ludzkich głosów. Zrozumiałem, co zamierzają Indianie. Nie mogli się wspiąć na górę. Głos wodza wskazał im, że znoszę go na dół. Wystarczyło więc czekać na dole. Nie wiedząc, w którym miejscu zejdę z góry, musieli utworzyć łańcuch. Zamkną go, skoro się tylko zjawię. Wywnioskowałem to ze wzajemnych nawoływań czerwonych.Czy jednak sztafeta Indian dotrze do miejsca, gdzie leżą ukryci moi 123 towarzysze? Gdyby się tak stało, sytuacja nasza nie byłaby najłatwiejsza. Nie wiadomo bowiem, czy nawet sprytnym i energicznym braciom Snuffle uda się odeprzeć atak i kryć mój odwrót. Z tego względu bałem się więcej o nich, niż o siebie.Najcięższą część drogi miałem już za sobą; schodziłem więc na dół o wiele prędzej, niż do tej pory. W przeciągu dziesięciu minut mogłem być na dole. Nagle rozległ się odgłos strzału i ktoś zawołał: Masz za swoją ciekawość, czerwona świnio! Teraz będziesz wiedział, kim jesteśmy!

(Reklama: Bez BIK )
