Wystarczyło mi to w zupełności.Doskoczyłem doń w dwóch potężnych susach, przewróciłem na ziemię i przytrzymałem tak długo, dopóki nie podeszli bracia Snuffle i ‘ nie związali go. Stało się to wszystko bez hałasu, Indianin bowiem stawiał bardzo słaby opór. No, tego mamy! rzekł Jim z zadowoleniem. Ciekaw jestem, czy przyszedł tu w towarzystwie. Zgodnie z taktyką Indian powinien być sam. W przeciwnym razie zauważylibyśmy innych równocześnie z nim odparłem. Zaprowadzimy go do wodza, potem ruszymy dalej. Dokąd? Niedaleko. Udamy się do miejsca, gdzie nas nie będą szukać.Przed chwilą powziąłem pewien plan. Oświadczyłem niedawno wodzowi, że potrafię uwolnić bladą twarz i bez wymiany. Ta przechwałka naprowadza mnie na pierwotny mój zamiar. Przekradnę się ku grobom wodzów, przy których leży nasz jeniec. Sam się wydasz w ręce Indian, sir! Nie ma ich tam. Kto to panu powiedział? Wywiadowca. Uciekał przed nami. Nie ulega wątpliwości, że biegł w kierunku swoich.

(Reklama: )
