Był to głos Jima Snuffle. A więc Komancze odkryli naszą kryjówkę! Skutki nie dały na siebie czekać. Kilku czerwonych podniosło alarm, a po chwili zawtórowała im reszta. Po tych głosach mogłem oszacować długość łaficucha, który utworzyli.Po chwili padł strzał, tym razem z większego oddalenia. Bezpośrednio po tym strzale usłyszałęm głos Jima: Znam odgłos tych strzałów. Toś ty strzelał, stary Timie, nieprawdaż? Yes. Słusznie! Pokaż im, gdzie raki zimują! Zobaczymy, czy nas pochwycą. Byłaby to dla nich rozkosz prawdziwa! Padło jeszcze kilka strzałów, na ktbre czerwoni odpowiedzieli rykiem. Poznałem po tym ryku, że się oddalają. Otrzymali nauczkę! Przybywszy szczęśliwie na dół, ujrzałem tylko wierzchowca i jednego z lokajów Dżafara. Jesteś sam? Gdzież reszta? zapytałem. Nie ma ich! Kiedy czerwoni się zbliżyli, Jim Snuffle uznał, że trzeba ich przepędzić.Usłyszałem trzask gałęzi i po chwili ujrzałem Jima we własnej osobie. Nie ma ich mówił Jim, nie widząc mnie i nieprędko wrócą.

(Reklama: )
