Do kogo? Oczywiście do czerwonych. Chyba nie wyobraża pan sobie, że usiłowałem zestrzelić kilka gwiazd z nieba! A więc Komancze istotnie pełzali ku nam? Tak. A potem? Dali drapaka. Możemy tu pozostać? Nie. Jestem przekonany, że ponowią próbę, ale tym razem w większej odległości. l~Iusimy się więc ulotnić. Wódz słyszał całą rozmowę. Nie uważałem za potrzebne ukrywać jej przed nim. Milczał jak zaklęty; nie dawał znaku życie. Przerzuciwszy broń przez ramię, wsiadłem na konia. Podsadzono mi wodza, po czym ruszyliśmy w kierunku równiny. Dotarłszy do miejsca, w którym podczas ostatniej naszej bytności odbyła się wymiana pojmanego wodza na białych jeńców, zeskoczyliśmy z koni i rozsiedliśmy się na ziemi~dookoła Tokejchuna. Teraz dopiero mogłem opowiedzieć towarzyszom, w jaki sposób udało mi się znów porwać wodza. Nie skończyłem jeszcze opowiadać, gdy od strony gór rozległ się piekielny 127 hałas. To czerwoni rzekł Perkins: Powiedz, mister Old Shatterhand, co oznacza ten piekielny śpiew? Odpowiedź jest bardzo prosta. Mimo że ich przepędziliśmy nie zrezygnowali z napaści na nas. Otoczyli naszą kryjówkę i na umówiony znak wpadli do niej. A tym czasem ptaszki z niej wyleciały! Wielkie to dla nas szczęście.

(Reklama: )
